Znowu się zaczęło. Polityczny garnek się gotował i tym razem to Natalie Mines mieszała go łyżką.

W poniedziałek. Na Instagramie.

Nie owijała w bawełnę.

„Nasza demokracja znika na naszych oczach” – napisał Mines. A potem zrobiła się osobista. Nazwała prezydenta „paskudną dziwką”. Tak, dwa razy: raz w samym cytacie i drugi raz, aby zwrócić uwagę na poprzedni post, który został szybko usunięty.

„Ta brzydka dziwka wykorzystuje TWOJE pieniądze na paliwo, aby opłacić rebeliantów”.

O to właśnie chodzi.

Twierdzi, że administracja wykorzystuje pieniądze podatników. W szczególności pieniądze, które rzekomo mają przeciwdziałać „uzbrojeniu” Ministerstwa Sprawiedliwości. Według niej na odszkodowania dla osób skazanych za atak na Kapitol z 6 stycznia 2022 roku przeznaczono 18 miliardów dolarów? Albo 2021? Do napaści doszło w styczniu 2021 r. Ale teraz jest rok 2024 i ona ma wrażenie, że władzom płaci się za udział w zamieszkach.

Do postu załączono zdjęcia napaści. Chaos. Dym. Kapitol, który utracił wszelką godność.

W podpisie dodała dawkę autoironii na temat swojego wpływu. „Jestem pewna, że ​​opublikowanie selfie wszystko naprawi” – ​​naśmiewała się z kultury mediów społecznościowych, po czym wezwała ludzi do ponownego opublikowania postu. Poprzednia wersja tego wpisu została usunięta. Naturalnie. Zobaczmy, jak długo ten stan potrwa.

To nie pierwszy raz, kiedy używa tego konta do tak ostrych ataków.

Przez wiele lat było tam spokojnie. Pył opadł. A potem bum wróciła na arenę publiczną. Jej ostatni wściekły atak na to konto na dużą skalę miał miejsce… 6 stycznia 2021 r.

„Ten psychicznie chory, rasistowski chłopczyk… Musi zniknąć”.

Prosty język. Składnia przesiąknięta gniewem.

Ma historię palenia mostów z republikańskimi prezydentami.

2003 Londyn.

Podczas koncertu skrytykowała George’a W. Busha. Powiedziała, że ​​nie rozumie, jak mógł zrobić cokolwiek dla Ameryki bez serca.

Reakcja była natychmiastowa. Stacje radiowe ucichły. Blokady są wszędzie. Wykresy je zignorowały. Przemysł próbował zetrzeć je z powierzchni ziemi. Była to przedspołeczna wersja „kultury anulowania”, ale bardziej przejmująca, ponieważ nie można było po prostu zrezygnować z subskrypcji tunera radiowego.

Grupa nazywała się kiedyś Dixie Chicks? Trzynaście nagród Grammy później?

W 2020 roku porzucili słowo „Dixie”. Rebranding. Próba zdystansowania się od konfederackiego ładunku tej nazwy. Ale Mines nigdy nie złagodziła jej poglądów politycznych. Właśnie zmieniła adres.

Trump nie jest wyjątkowy. Po prostu głośniej. Tylko bardziej spontanicznie.

Czy to jest przydatne?

Najprawdopodobniej nie, w sensie praktycznym. Ale to tam jest. W kanale. Oczekuje na udostępnienie, zanim algorytm go przechwyci. Albo zanim ktoś to potępi. A może tak pozostanie. Kto wie?

Demokracja zanika. A może po prostu jest coraz głośniej?